„Emocjonalna niestabilność poetów” czyli o tym, czy poezja jest z piekła, piękna, czy może pękła w zamrażarce

Tym razem krakowskie Wydawnictwo Miniatura stworzyło dla Piotra Kasperowicza książkę w ciepłych barwach i ciepłą w dotyku. Tomik z roku 2015 ma okładkę powlekaną jasnobrązowym płótnem z naklejonym zdjęciem na froncie. W środku znajduje się więcej zdjęć, wszystkie zostały wykonane przez Piotra. Są to zdjęcia drzwi, pochodzące z wakacyjnych wypadów autora. „Poezja piękłna w zamrażarce” wizualnie jest inna od minimalistycznego „Łoskotu drogi mlecznej” i jest to zdecydowanie znak, że i po treści możemy spodziewać się innego przekazu. Jak dalece innego?

Pierwsza lektura pozwoliła na wyłonienie trzech głównych wątków, wokół których autor budował liryki i które czasami łączył — są to podróże, gotowanie i przyroda. Czy taka baza może prowadzić do przemyśleń negatywnych? Tak, jeżeli połączymy ją z problematyką natury społecznej. Czy wnioski z lektury pozwolą odpowiedzieć na pytanie — co kryje się za fotografowanymi drzwiami? Zobaczymy.

„Krzesiwo uśmiechu”

Zacznę jak zawsze od tego, że za każdym razem, kiedy czytam (nie tylko poezję), mam przeświadczenie, że to, co mam przed oczami, przepuszczam przez filtr swojego doświadczenia i swojej wiedzy. Dlatego interpretacje, które dokonują się niejako poza mną, są często interpretacjami skażonymi mną, moim systemem wartości i moimi przemyśleniami na temat życia. Jak bardzo więc są „prawdą” o czytanym dziele lub o autorze? Można powiedzieć, że są moją prawdą o utworze i autorze, ale autor i utwór lub nawet inny czytelnik mogą tego zdania nie podzielać, uznając nawet, że staram się wkładać im w usta nie ich słowa/myśli. Piszę więc z przekonaniem i czyniąc jednocześnie zastrzeżenie, że impresja po lekturze „Poezji piękłna w zamrażarce” przesiąknięta jest moim sposobem widzenia świata i może mówić więcej o mnie, niż o Piotrze Kasperowiczu. Taka jest już poezja, że pozwala na toczenie nieustających dyskusji o treści, co autorów może doprowadzać do paranoi i przeświadczenia, że sami nie wiedzą już, o czym pisali. Nie pragnę wprowadzać takiego zamieszania. Jednego możemy być pewni — sam autor nam to podpowiada, pisząc o „kruchości prawdy” i o tym, że jej części możemy „o dupę rozbić”. Prawda nie ma znaczenia w naszym świecie. Już nie. A może nawet nigdy nie miała.

To, co jest również pewne odnośnie do autora i zawartości tomu, to język, którym się Piotr Kasperowicz posługuje i charakterystyczny dla niego zabieg tworzenia własnych związków frazeologicznych (jak chociażby: „mróz po pachy”, „elektrociepłownia absurdu”, „pierwiastki rozczarowania”, „maszynka do miękkości”, „gościnny pokój człowieczeństwa”, „mątwy usposobienia”, „sucha frakcja wyrazowa”, „sreberka cykliczności”) oraz słów, które kodują zupełnie inne obrazy, łącząc ze sobą różne rzeczywistości/perspektywy. A świat przedstawiany w „Poezji piękłna w zamrażarce” jest światem pozornie spokojnym, rozleniwionym, pięknym. Pod powierzchnią lukru i różnokolorowych farb, uśmiechów i deklaracji uczuć, wiary, dobra i równie dobrych intencji mieszka odraza, ohyda, okrucieństwo i produkty przemiany materii. Piękno kontra piekło. I właśnie w tym momencie widzę, że to „krzesiwo uśmiechu” warto zachować, bo prawdopodobnie na finiszu będzie nam potrzebne.

„SOR — system ograniczonej radości”

SOR, czyli szpitalny oddział ratunkowy — odczytywany na nowo jako „system ograniczonej radości” jest wręcz sztandarowym sposobem pokazującym, jak Piotr Kasperowicz gubi stare znaczenia i na ich podstawie buduje nowe. Wszędzie tam, gdzie pojawia się znany obraz, zostaje on wzbogacony o nowy przekaz. Można czytać go łącznie lub rozłącznie. Autor zawsze pozostawia ten wybór odbiorcy.

Radość jest ograniczona, chociaż (o czym już wspomniałam) mamy podróże, gotowanie i przyrodę. Jednak okazuje się, że wszystkie te przyjemności, człowiek potrafi zniszczyć i obrócić wniwecz. Podróże — zarówno te dalekie, jak i te bliskie, te do wnętrza, i te poza siebie — kształcą i kształtują. Pozwalają nam na zmianę punktu odniesienia, poszerzenie horyzontu widzenia świata. W wersji idealnej w podróży lokuje się potencjał poznawczy, to narzędzie zwiększania tolerancji. Narzędzie przeceniane, bo zamiast transgresji, zamiast chwilowej mitygacji, zamiast negocjowania pozycji „ja” we wszechświecie uwzględniającym różnorodność, ludzie zaczęli podróżować zaraźliwie i zarażająco. Jadą „tam”, by zasiewać siebie i przemieniać „tam” w „tu”. Przy czym na tę chwilę wyjazdu, odpoczynku, oderwania od normy i zwyczaju, zamiast zdejmować maski i oddychać prawdziwą skórą, nakładają ich jeszcze więcej. Oszukują jeszcze bardziej. Ci „spragnieni wiedzy, którzy nie wierzą już w bajki” okazują się zwykłymi terrorystami, którzy niszczą, wojują i dokonują zmiany. Na gorsze, bo uśmiercającej.

Inne ograniczenia radości wynikają z połączenia gotowania i przyrody w tym specyficznym świecie za drzwiami — to, co wyraźnie wyłania się dla mnie z treści, odczytuję jako głos ekologiczny, rodzaj tęsknoty za… Weganizmem. I chociaż wiem, że Piotr nie jest „wyznawcą kuchni roślinnej”, nadal czytam jego wiersze poprzez pryzmat głosu obrońcy zwierząt. Te odniesienia do szlachtowania, krojenia na żywo „bez walenia obuchem” wizualizuję w przemyśle mięsnym. Analogie ze światem zwierząt hodowlanych zastanawiają. Czy dochodzi do antropomorfizacji zwierząt, czy autor zauważa pierwiastek człowieka w zwierzęciu? A może zdaje sobie sprawę z tego, że tylko norma kulturowa i tabu stoją na drodze do powtórnego uczynienia jednych ludzi podległych innym ludziom, bo przecież wszyscy jesteśmy zwierzętami — różni nas jedynie gatunek?

Zapiekanie, pieczenie, panierowanie, blanszowanie, gotowanie do miękkości, smażenie, krojenie, wekowanie — każda z tych czynności nie prowadzi do przygotowania czegoś smacznego, czegoś pożywnego. Łączy się natomiast z obrazami mordowania, szlachtowania, znęcania się. Autor pokazuje, że w tym świecie każda znana czynność prowadzi do zaskakującego odkrycia, że wszystko jest zawodem, rozczarowaniem, aż zacina „żyły do ścięgien” i „serca otwiera przez żyły”.

Ograniczeniem radości jest także przyroda, którą niszczymy („chronione gatunki roślin ciężko to znoszą”). A niszczymy ją wojnami i postępem, a także brakiem refleksji nad wspólnym dobrem, brakiem wyciągania wniosków z przeszłości. Jednak to w pradziejach byli drapieżcy, dziś są tylko senne byty „martwo ciągnione”, które nie widzą i nie czują. Przyroda i natura konfrontuje się z technologią i uśpieniem — „sztuczne spulchnianie matki natury” i „bierność oddana na śmietnik”. Jednocześnie w przeciwieństwie do tomu „Łoskot drogi mlecznej” nie mamy tu wizji przyszłości. Świat jest leniwym, zawieszonym pomiędzy przeszłością a przyszłością biegiem wydarzeń lub bardziej powolnym marszem, spacerem bez celu. Świat jest przepełniony śmiercią, która jest jedyną prawdą i jedyną nicią, której nie potrafimy wypruć z podszewki natury. To nas łączy i jednoczy: „idea wiecznego powrotu”.

„Niegodziwe formy grzecznościowe”

Ludzie udają miłych, uczynnych, chętnych do pomocy. Kłamią jednak, by stworzyć krystaliczny obraz siebie dla innych i dla własnego lepszego samopoczucia. Dziurawe dusze łatają tak, by nikt nie zauważył dziur i przerzedzonej osnowy. Toczą wojny, są nietolerancyjni, nie akceptują siebie, a co dopiero marzyć, by akceptowali jakąkolwiek inność. Zakłamanie i obłuda — tego możesz spodziewać się po otwarciu pięknych drzwi. Tym są drzwi — fasadą, która oddziela cię od „p r a w d y” o drugim człowieku.

Najgorsza jednak i najbardziej nieznośna jest pogarda. Im jej więcej, tym świat staje się oślizgły. Tym bardziej się stacza w otchłań piekła — z piękna do piekła, bo piękno jest kłamstwem powtarzanym, podmalowywanym dla niepoznaki. Czy piękna faktycznie nie ma?

Myśli rozkładają się — tak jak fundamentalne prawdy, wiedza, mądrość i objawienia. Wszystko to dla kogoś innego, nie dla tego, kto poszukuje w życiu czegoś więcej. Pozostaje odór — wiersze Piotra mają potężny potencjał olfaktoryczny. Nie wiem jednak, czy gdyby przedstawione zapachy były nam dostępne, dalibyśmy radę przez treść przebrnąć bez masek gazowych. Wiersze Piotra mimo pojawiania się „markowych perfum” i „spa” po prostu śmierdzą: wilgocią, śmietniskiem, obornikiem, „gnojówką do komór pompowaną”, „krwawiącymi truskawkami”, mięsem, wojną, przemocą i rozkładem, wreszcie śmiercią.

Tym razem autor nie przebiera w słowach: „jestem radością — jestem kurwa radością” — powtarza. Bez skrępowania korzysta ze słów powszechnie uważanych za obelżywe. Nie kryguje się, bo poruszane tematy wymagają mocnych określeń, ale wynikają one z niemocy. Jesteśmy o krok od rewolucji, o krok od przebudzenia. „Wyhamuj rozczarowanie dnia powszedniego” — mówi Piotr — „nieheroiczny świat wymaga dużych nakładów na produkcję magii”. Wymaga też pozbywania się części przeszłości. To, co z niej zostaje, to pomówienia. Dlaczego pozbywamy się tej lepszej i bardziej rozumnej części siebie? Skąd gotowość do wsłuchiwania się w „pokojową propagandę kału”?

Ufamy „maszynom do produkcji splendoru”. Wsłuchujemy się w ich dźwięki. A dźwięki te możemy w wierszach Piotra Kasperowicza usłyszeć. Jesteśmy pomiędzy hukiem a ciszą. Raz świst kul i bomb rozrywa powietrze, innym razem subtelne dźwięki natury napełniają nas spokojem. Znowu huk młotów i pił, a następnie szum morza pozornie obojętnego na człowiecze działania. Znowu krzyki, wrzaski, po czym ciche zawodzenia i śpiewy, modlitwy, wreszcie cisza.

„Przekręcony drogowskaz na pętli czasu wokół gwintu”

W swoich działaniach jesteśmy umiarkowani. Szczególnie przejawia się to w aktywnościach o charakterze pozytywnym. Nasza umiarkowaność prowadzi do nieuchronnej śmierci, zatracenia, wypalenia, ponownego spotkania z naturą. Świat kręci się. Wszystko ma swoje cykle, a cykliczności przenikają się — wieczny ouroboros.

Ponownie Piotr Kasperowicz sięga po temat Boga i stara się z jednej strony odszukać do niego drogę, z drugiej pokazuje, dokąd prowadzą dotychczasowe: „miotanie truchłem dziewicy matki”, „Jezusek z ciastoliny do umęczenia na podobieństwo”, „dewocjonalia zbrodni”, „święty antysemityzm”, „hipertrofia hipokryzji”, „ksenofobia na rzecz wspólnoty”, „dziergana swastyka na znak jedności z bogiem na dłoni”, „rozmazy zakazów czyni wiara”, „wiara skazana na miłosierdzie maszyn”. Autor stwierdza: „nie powiem abym rozumiał boże wybryki”. Wątpi, jednak nie zaprzecza: „niewiara nie ma siły by tworzyć czy niszczyć”. Czy bluźni? „Bóg nie jest arbitrem”. 

Drogowskaz okazuje się kolejnym złudzeniem, bo jedyne, do czego nas prowadzi, to zagubienie. Należy szukać innej, być może przeciwnej drogi. Należy podążać inną drogą, by nie zatracić siebie i resztek wiary w cokolwiek.

„Logika nie stworzy połączeń astralnych”

Jeżeli „wymieranie dotyka wybrańców”, liczę na to, że dotknie i mnie, bo świat, w którym nie ma wzlotów, nie ma wolności, nie ma tolerancji, to rzeczywistość, której nie akceptuję. Luksus, ekskluzywność, blichtr nie należą do moich potrzeb. Każda bardziej wrażliwa istota zauważy, że w tej przestrzeni ma „serce źle osadzone na śrubunku” i zbliża się do powtórnego spotkania z naturą.

W treści tomu pojawiają się różne odniesienia do aktualnych społecznych wydarzeń i sytuacji. Pokazana jest hipokryzja wyznawców jednej wiary, względem wszelkich innych. Niechęć względem imigrantów i outsiderów. Kto nie jest dopasowany do obowiązującej normy społecznej, ten nie powinien pojawiać się na terenach „narodu wybranego”. Poza kwestią inności pojawia się także stosowanie przemocy, patologia emocjonalna, in vitro, antykonsumpcjonizm i anarchizm. Piotr czerpie z bogactwa popkultury i wplata ikony współczesności oraz postaci historyczne do treści swoich wierszy — rozpinając znaczenia między Bobem Budowniczym a Hitlerem. Tonem kaznodziei głosi: „dokonacie razem palenia świata by bez bagażu kreślić nowe zakręty”. Tak zostaje osiągnięte dno i „rozbełtane” morze.

Tematyka ekologiczna i „moda na soczystą wołowinę w czekoladzie” to kolejny akcent tematyczny. Mamy więc lekko ironiczne postrzeganie ruchów proekologicznych z ich modami, głosami potępienia dla tradycji, delikatnością i subtelnością — przy czym „delikatność [zostaje — przypis Ł.L.] zatrzymana za prowokacje ekologiczne”. „Łąki wiecznego lubowania” nie pasują do tego świata, gdzie człowiek pełni rolę zarządcy z zasadami BHP, radą nadzorczą i prezesami, być może niektórzy posiadają jakieś „rusztowania empatii”, jednak rozmontowują je, gdy tylko kończą zleconą im robotę. Dobro jest na pokaz. Jest modne.

„Płomienna miłość niczym słomiany zapał w próżni komunikacji”

„Miłości obietnica” to jeden z motywów, które zawodzą w świecie „Poezji piękłna w zamrażarce”. Miłość to nic innego jak patologia i wykorzystywanie — „labirynt uczuć człowieczych” i „platoniczne okrzyki”. Ludzie tylko tak potrafią budować więzi, niszcząc piękne oblicze i sprawiając, że serce pęka. Nie ma już wyobrażanej przez wszystkich miłości. Jest „coś w rodzaju miłości”, coś dokonujące „unicestwienia charakteru”. Ta zdeformowana miłość jest swoistym „układem szczęśliwości”, który nie uwzniośla, to „miłość w procesie audytu”, które pozostawiają w człowieku „oceany niespełnionej miłości”. Kiedy kochasz, jesteś w stanie zawieszenia. To tu dokonuje się jedyna możliwa transgresja, ale nie jest ona nadal czymś głębokim i przeobrażającym. Miłość zdarza się, ale jest bliższa „stanom zapalnym organizmu” niż czemuś, co zwykliśmy z nią łączyć. To wreszcie „sezon ogórkowy dla uczuć”, bo miłość jest „bez nadzienia”, emulgowana, a „grubo ciosana miłość robi zadry w czułości”. Może taka miłość jest lepsza od niczego? Daje przecież jakieś złudzenie, poczucie spokoju, spełnienia. Pozwala trwać.

Jednak w tym świecie częściej przytrafia się „miłość do przedmiotów” równoważna ze „strącaniem gwiazd” i „targaniem nieba” — odwracająca sens i wypaczająca, mechaniczna i techniczna. Uczucia rodzą się między ludźmi obudowanymi pustakami, maskami, uzbrojonymi i niebezpiecznymi, którzy tkwią w problemach „u fundamentów” swojego istnienia. Te uczucia nie mają szans na transgresję ani przetrwanie. Dochodzi do „cięcia odpadów sensu na swe podobieństwo”. Endorfiny i motyle w brzuchu są przereklamowane. Miłość nigdy nie przestaje ranić to „zjednoczone siły nienawiści”. Jest jak pomoc humanitarna dostarczająca broń. Jest wreszcie wyblakła.

„Sroga niewdzięczność ignorancji”

Poezja nie jest dla każdego. Poezja Piotra Kasperowicza zdecydowanie nie jest dla każdego. Zabawy słowami, znaczeniami, obrazami są bardzo hermetycznym sposobem komunikowania się autora ze światem. Są jak zamrażarka, w której piękno niby podlega konserwacji, ale w końcu pęka — roztrzaskuje się na miliony kawałków, z których Piotr składa je na nowo. To nie są „wykresy niezborności” a całkowicie nowe wszechświaty, których poznanie nie jest możliwe, tak jak niemożliwe jest dla nas odczytywanie cudzych myśli i intencji. Poezja ta jest na dodatek przebodźcowana. Możemy ją zobaczyć, powąchać i usłyszeć, bo autor zawiera potencjał sensoryczny dla co najmniej trzech zmysłów (wzroku, węchu i słuchu — a wnikliwy czytelnik może odnaleźć także przesłanki smakowe i dotykowe).

Jeżeli jesteś istotą wrażliwą, która zakładała, że będzie dobra, ufna i prawdziwa, nie łudź się, z czasem zostanie z ciebie wrak, nikt — „płoniesz zignorowana na wejściu do atmosfery”. Pozostaje niemoc i niestabilność, „niemożliwość wglądu w zawiłości”. Jednak jeżeli zachowałaś „krzesiwo uśmiechu”, masz szansę na „wykrzesanie” z siebie czegoś — chociażby fasady, za którą ukryjesz serce pokrojone „na drobne plastry żalu”. Na stronie dwudziestej w liryku „Poza ustrojem” znajduje się fragment, który w moim mniemaniu stanowi idealną pointę, dlatego posłużę się nim i zamilknę — „nawet jeśli to ci wisi to wcale nie znaczy że nie ciąży”.

Please follow and like us: